7 pętli od środka, czyli jaki był I Łódzki Półmaraton – relacja

7 pętli od środka, czyli jaki był I Łódzki Półmaraton – relacja

21 km, to już kawał drogi. Wiem, że to ta łatwiejsza część maratonu, ale już te 21 tysięcy metrów robi wrażenie. Zapraszam na krótką relację z mojej walki z tym dystansem.  

  

Ponad 14 tysięcy kroków, ponad 21 kilometrów biegu i wiele, bardzo wiele wylanego potu.  

W planach miałem zrobić mocne treningowe 15 kilometrów. Nie chcę jeszcze pchać się w mocne odcinkowe bieganie, bo wiem, że nie jestem na to gotowy. Natomiast takie długie średnie wybieganie dobrze ładuje treningowo organizm.  

 

Ostatnie chwilę przed startem

Po informacji, jaka padła w ostatnich dniach o zmianie trasy Półmaratonu Łódzkiego w sieci pojawiło się dużo ofert oddania pakietów (dzięki Daniel) i skoro miałem gdzieś biegać po parkach długi trening… To skorzystałem 🙂 I tak oto pojawiłem się na tych zawodach. 

Zaczniemy od tego, o co był cały szum wokół tego biegu – czyli trasy. 7 kółek wokół parku Poniatowskiego hmm, nie jest to dobra promocja Łodzi, ale z jakiś tam przyczyn, nie mogła to być trasa oryginalna.  

Jakie są moje odczucia odnośnie biegania tych 7 kółek? 

Według mnie miało to swoje zalety jak i wady: 

Plusy: 

  • Kontrola czasu – Co okrążenie łapałem „lapa” i wiedziałem, czy biegnę szybciej/wolniej niż planowane tempo. Na biegach różnie jest z oznaczeniami oraz różnie z GPS w zegarkach, tu jest pętla i jeżeli jedno koło wychodzi wolniej niż drugie to nie można tu zwalić na to, że źle coś jest pomierzone.  
  • Ilość kibiców na trasie i wsparcie od bliskich/znajomych. Co chwilę widziałem bliskie mi twarze i głośno mnie dopingowały – dziękuję Wam.  
  • Punkt z wodą, co 3 km dla mnie ekstra – szczególnie w taką pogodę.  
  • Dzisiejsza trasa była szyba, myślę, że oryginalna nie była by tak szybka, ale o szybkim biegu będzie w minusach.  
  • Mniejsza to zaleta dla biegaczy, ale pomagając przy kilku biegach, wiem, że zabezpieczenie trasy jest to poważna sprawa i tutaj nie było takiego problemu, łatwa i bezpieczna trasa dla biegaczy.  
  • Trasa szeroka, wszyscy się mieścili, nie było problemu pomimo 800 biegaczy na trasie.  

 

Minusy: 

  • Trasa jest szybka, ale nie można tego było wykorzystać u szybszych biegaczy, praktycznie od 2 kółka zaczęło się dublowanie i niestety wszystko było biegane po 2 pasie jezdni, czyli dużo się nadrabiało i nie dało się biec blisko krawężnika.  
  • Ktoś powie, że nie zobaczy Łodzi w trakcie biegu, ja tego nie uznaje za minus, ponieważ robiąc mocny trening/zawody nie mam siły się rozglądać na boki tylko skupiony jestem na biegu. Praktycznie ze wszystkich mocnych biegów nie pamiętam trasy. To jest oczywiście indywidualna ocena i wiem, że niektórzy mają inny punkt widzenia.  

 

Teraz przejdziemy do mojego biegu. 

Pierwsze chwile biegu

W Czwartek robiłem dość mocny trening i do Niedzieli było mało czasu na solidny odpoczynek, choć czułem się dobrze. Po strzale startera, zdziwiłem się, że nikt nie ruszył mocno, tylko wszyscy się za mnie schowali, choć ja biegłem według treningowych założeń, czyli 3.50. Po około 2 kilometrach do przodu ruszył ostro zwycięzca biegu, natomiast ja biegłem na drugiej pozycji, tempo minimalnie było za szybkie, ale nie chciałem mocno zwalniać. Tu był mój błąd.  

Pościg lepszego 🙂

Nagle przede mną pojawił się jakiś chłopak i mówi, że poprowadzi grupę – myślę „super”, po chwili on dodaje, że robi sobie rozbieganie i nie jest uczestnikiem. Odpowiadam „Fajne rozbieganie, po 3.50” , po około 1 kilometrze biegu za nim, wyprzedziło mnie 2 zawodników, Krzysiek Nowosielski oraz inny młody chłopak. Kolega od „rozbiegania” pobiegł z nimi, ja zostałem na 4 pozycji za plecami Krzysztofa.  

Gdzieś tam na trasie (Foto Piotr Rosiak z rowerka)

I teraz szybka kalkulacja, zostać samemu, ale biec w tempie treningu, czy złapać się z pierwszą trójką i walczyć o podium. Tempo Krzysztofa nie było dużo szybsze niż moje, choć z rozmowy przed biegiem celował w 1.19, ja natomiast w 1.20 czyli to jakieś 3 sekundy na kilometr szybciej. „Trudno” pomyślałem i zaryzykowałem.  Pierwsze kółko wyszło mi mniej więcej po 3.44- ups trochę za szybko, ale daje radę, drugie 3.42, ehh będzie ciężko, ale biegnę. Na trasie bardzo dużym wsparciem był Piotr Rosiak, który przez pół każdego okrążenia dopingował mnie z roweru i podawał kubek z wodą. Kolejne 3 km za nami tempo 3.42. 10 km według trasy coś koło 37.30. Według mojego zegarka koło 37 minut. Dużo za szybko, prawie tak szybko jak tydzień temu 10 km w Tomaszowie. Ale walczę, na 10 kilometrze dostałem od żony żel energetyczny, choć energetycznie było ok, bardziej prędkość mnie zaczynała dociskać. Tu Krzysztof powoli zaczął się oddalać. Lecz za to drugi zawodnik zaczął się przybliżać. Widzę, że teraz tempo zaczyna spadać, już bliżej 3.50. Krzysztof ucieka coraz bardziej, ja coraz bardziej zbliżam się do 2 zawodnika. Tempo ustabilizowało się na około 3.50 i na 6 pętli Krzysztof wyszedł na 2 pozycję, a ja dogoniłem właśnie młodego zawodnika, który spadł na 3. Tu popełniłem błąd. Czułem się dobrze, energetycznie i zaatakowałem na około 3,5 km do mety. Utrzymałem atak przez około 1,5 km i mnie postawiło. Tu chyba przegrałem tak naprawdę podium, bo gdybym jednak biegł z rywalem do końca, to być może potoczyło by się inaczej.

Tu nie było już tak ciekawie

Ale bez gdybania 🙂 Zacząłem odstawiać od rywala na ostatnim okrążeniu, składałem się coraz bardziej. 19-21 kilometr to już totalna walka o trzymanie się jakiejś postury biegu. Piotrek ciągle mnie mobilizował, szczególnie poprzez wylanie całego kubka wody na Twarz „ Zamknij oczy” i chlust :D.  

Finiszowe metry

Dobiegłem w 1.21, czyli minutę poniżej założeń, choć na zegarku średnią z biegu mam 3.47 (250 metrów więcej nadrabiałem na całej trasie).  

 

Było ciekawie 🙂

Jestem zadowolony, bo ukończyłem ten bieg w dobrej formie. Nieznane dla mnie były kilometry od 18-stego. Organizm tutaj mocno odczuwał trudy biegu. Dobra lekcja, trzeba poprawiać postawę i wytrzymałość – wytrzymałość ciała, czyli po prostu wzmocnić się.  

 

Dekoracje

 

Minusy Imprezy: 

  • Punkt z wodą, postawić po obu stronach ulicy, gdy był „młyn” zrobiony z biegaczy, ciężko było się dostać na drugą stronę ulicy do kubków. Dziękuje tam osobom, za podawanie po lewej stronie! 
  • Dla pierwszych zawodników (kobiety i mężczyźni) przydał by się ktoś na rowerze do informowania, że biegnie czołówka i aby trochę zrobić miejsca w tłumie. 

 

 

Plusy Imprezy: 

  • Miejsce startu, mety – Sukcesja – I rodzina ma gdzie pochodzić podczas oczekiwań na dekoracje, jest gdzie zaparkować, jest gdzie skorzystać w WC, których i tak było bardzo dużo postawionych przez organizatorów – Duży plus! 
  • Koncert Meza, super atrakcja podczas oczekiwania na dekoracje.  
  • Ogólnie biuro zawodów, szybko sprawie. 
  • Zabezpieczenie trasy, wszystko super, przynajmniej z mojego punktu widzenia. 

 

Nagrody 🙂

Podsumowanie: 

 

4 miejsce na blisko 800 osób, czas 1.21 jak na te trasę, mój brak przygotowania i pogodę jest ok, bez ciśnienia.  

1 w kat wiekowej i 1 w Województwie.  1650 kcal na minus 🙂

Chętnie wrócę tu za rok, o wiele lepiej przygotowany! Impreza może jeszcze nie jest idealna, ale ma ogromy potencjał!  

 

Dobra robota Radek i spółka 🙂 

 

Wyniki

*To jest mój punkt widzenia, rozumiem, że każdy miał inne przygody na tym biegu, ja wszystkiego nie widziałem, dlatego taka moja ocena imprezy.

 

 

Share This:

4 thoughts on “7 pętli od środka, czyli jaki był I Łódzki Półmaraton – relacja

  1. „biegnie czołówka i aby trochę zrobić miejsca w tłumie ”
    I właśnie dlatego takie zawody nie powinny mieć trasy podzielonej na pętle. Ja rozumiem, że biegnie „elita” i walczą o zwycięstwo, ale ja walczę o złamanie 1:30, ktoś tam za mną o 1:40, a jeszcze inny jest w idealnym tempie na poprawienie życiówki o 10 sekund. I w tym momencie nie czuje się w obowiązku zwalniać trasę komukolwiek, czy biegnie na rekord świata czy też walczy o wygraną w łódzkim (czy jakimkolwiek innym) półmaratonie. Również zapłaciłem za start, również do niego ciężko trenowałem, również mam swoje cele i w imię czyjegoś dobra nie mam zamiaru poświęcać swojego (w tym przypadku zbieganiem na bok czyli nadrabianiem trasy, wybijaniem się z rytmu). Nie mam też zamiaru wymagać by ktokolwiek poświęcał się w taki sposób dla mnie. To nie moja wina, ze trasa jest taka a nie inna, odpowiedzialność za taki babol ponoszą tylko i wyłącznie ORGANIZATORZY.

    Z biegowym pozdrowieniem
    Grzesiek

    1. Grzegorz,
      Zgodzę się, że nikt nie musi zbiegać, aby nadrabiać trasy, ale głównie chodzi tu o ludzi biegnących jeden obok drugiego na całej szerokości ulicy i często rozmawiających (nie walczących). Którzy mogli by biec bliżej krawężnika (mniej nadrabiania)
      Z drugiej strony ciekawy komentarz napisałeś.
      Organizatorzy czy to w Łodzi, czy Łowiczu czy innym biegu na więcej niż 2 pętlach dają wybór, nie zmuszają do startu na ich trasach. Czołówka wie, że będą duble i trzeba będzie wymijać innych. Błędem organizatora nie był wybór trasy, tylko poinformowanie nas o tym tak późno. Gdyby od początku była by wiadoma taka trasa, pewnie o wiele mniej osób by się na nią zdecydowało.
      Nie mniej, miło jest jak ktoś pomaga innemu 🙂
      PS. Żona mi właśnie przetłumaczyła, że rowerzyści przeszkadzają jednak innym z jej punktu widzenia  i podziela Twój komentarz. Do zobaczenia na trasach biegowych i zdrowia życzę 
      Pozdrawiam
      Krzysiek
      SSP.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Inline
Inline