Jeden cel – Cross Zapaleńców 2017 część 2

Jeden cel – Cross Zapaleńców 2017 część 2

Wracamy na trasę biegu z przeszkodami, po nieudanym pokonaniu przeszkody „Majdanki”, straciłem prowadzenie i odrabiałem straty.

Więc (jak pisałem na końcu części pierwszej) dobiegłem na drugiej pozycji do kolejnej przeszkody, tym razem o wiele niższej, ale za to pionowej ściany. Następnie pokonaliśmy kilka rzędów okrągłych belek siana i ruszyliśmy dalej. W oddali widziałem tylko oznaczenia trasy, zero przeszkód, sama prosta droga pośród pul. Mój żywioł! Dogoniłem lidera po jakiś 500 metrach i zrównałem się z nim. Kawał Chłopa pomyślałem. Biegł szybko, skręciliśmy w lewo, ja delikatnie zacząłem się wysuwać na prowadzenie.

Dogonił nas quad z kamerą, szybkie czołganie się przez rurę i ponownie szybkie tempo biegu – klasyczna ucieczka przed resztą peletonu.

Kolejną przeszkodą był bieg z wężem strażackim wokół krzaków. Ciekawe doświadczenie. Od tego momentu we dwójkę mieliśmy już znaczą przewagę nad pozostałymi zawodnikami. Ciągle rozmyślałem, czy zaatakować, czy jednak zostać z rywalem i zaatakować na końcówce.

Jednak podjąłem decyzje o ataku teraz, gdzieś w okolicach 4 kilometra. Dlaczego taka decyzja? Ponieważ potrzebowałem przewagi w przypadku, gdyby ponownie pojawiła się jakaś przeszkoda, z którą bym walczył dość długo oraz ciągle martwiła mnie kukurydza. Labirynt gdzie można stracić dużo czasu szukając wyjścia. Przyspieszyłem i równym tempem zacząłem zyskiwać przewagę.

Takie przeszkody to norma na takich biegach

Na wbiegnięciu do Lasu miałem już jakieś 100 metrów przewagi. Tam czekała na nas „Pandora Team” – na dzień dobry 10 pompek, wstałem i od razu dostałem okulary oraz broń i musiałem szybko oddać 4 strzały do 2 celów – małych tarcz w lesie. Pierwszy strzał – Trafiony, drugi pudło, trzeci pudło, czwarty pudło – ehh – kolejne 10 pompek, ale można biec dalej.

Za chwilę czekała nas wspinaczka po siatce rozwieszonej pomiędzy drzewami. Słyszałem, że rywal również musiał robić karne ćwiczenia. Ja już wybiegłem na prostą za przeszkodami, „jest dobrze” pomyślałem.

W lesie już nie widziałem nikogo za sobą, pomimo tego, że trafiały się długie proste. Ten odcinek biegu był moim ulubionym. Cisza, spokój, wszędzie zielono, brak zegarka i ja biegnący swoim tempem. Po chwili dotarło do mnie, że są to zawody, że prowadzę wyścig! W swoim tempie, na moich zasadach. Pokonałem jeszcze „Pajęczynę”, czyli gęsto poprzeciągane sznurki na różnych wysokościach i w różnych kierunkach pomiędzy sporą ilością drzew. Minąłem punkt z wodą, na którym się zatrzymałem i przeszedłem do marszu, aby w spokoju napić się wody i nie zachłysnąć się.

Ruszyłem dalej. Z tyłu cisza, pokonywałem kolejne przeszkody, już nie wiem w jakiej kolejności one były, Alkatraz czyli dużo takich zasieków zrobionych z drewnianych kołków, przebiegałem przez opony, wspinałem się po innych oponach zwieszonych na łańcuchach, ponownie pionowe ściany, kilka kładek, równoważni, belek, po których trzeba było przejść na rękach i wiele innych drobnych przeszkód. Dodatkowo, co chwile w lesie trasa z ścieżek zbiegała w krzaki i zarośla, aby nie było zbyt pięknie. Ciągle w głowie powtarzałem sobie, żeby tylko biec, biec wszędzie gdzie tylko się da, aby stale budować przewagę nad rywalem.

Wybiegłem z Lasu, biegnę prostą drogą w kierunku Mykanowa, coś mnie podkusiło, aby obejrzeć się za siebie i jakim moim zdziwieniem było, gdy zobaczyłem rywala jakieś 150 metrów za moimi plecami. Ponownie wrzuciłem najwyższy bieg, mijając kibiców ktoś krzyknął „Jesteś Czwarty!”, to mnie prawie zamurowało, a ten kibic w śmiech i mówi „Żartowałem, chciałem Cię zmobilizować do walki” No to mu się udało 🙂

 

To czekało mnie za chwilę

Pytam najbliższego strażaka, czy daleko jeszcze, ten powiedział, że jakieś 2 km do mety. „Super!” pomyślałem i zobaczyłem labirynt Kukurydzy…

Z góry wydaje się proste, ale w środku to masakra 🙂

Na samym początku widzę długą wyciętą prostą od wejścia jakieś 60 metrów na wprost oraz zaraz za wejściem wyciętą uliczkę w Lewo. Chwila pomyślenia i od razu skręciłem w lewo „Przecież to za proste, że od razu dobrą droga była by ta na wprost od wejścia” I biegłem ścieżkami prowadzącymi w lewo. Po 1 minucie biegu  – ślepa uliczka! „K###-cze” pomyślałem i zawróciłem, czyli czarny scenariusz się urealnia. Wybiegam na główną ścieżkę i ponownie słowo na K…, rywal, nad którym budowałem przewagę przez 4 kilometry jest jakieś 5 metrów przede mną i pędzi dalej. Szybko go dogoniłem i albo w dwójkę z tego wyjdziemy albo razem tu będziemy błądzić. Szybki skręt ponownie w inną uliczkę i przeciwnik bluźni ”Ślepa, Wracamy!” No to super! Organizatorzy się postarali. I teraz sobie wyobraź, tętno 160-170, ciągły bieg, około 45 minut wysiłku i jesteś w środku pola kukurydzy, gdzie każda wycięta ścieżka wygląda dokładnie tak samo.

Co chwilę trafiasz na ślepe uliczki i jedynie co, to kierunek wyznacza słońce, które jest mniej więcej po tej stronie co wyjście. Po nawrotce prowadzę ja, na skrzyżowaniu pytam „gdzie”?

Przeciwnik odpowiada „Prawo!” i skręcamy w prawo, „Będzie na niego pomyślałem 🙂 „. Dobry wybór, biegniemy dalej, skręcamy w lewo, choć droga dalej biegnie prosto i znów ślepa, tym razem rywal jest pierwszy ja za nim i w końcu po kilku minutach takiej zabawy wybiegamy na drogę po drugiej stronie pola. Prosty, płaski odcinek i ruszam ponownie – tempo <4.00.

Jedna z ostatnich przeszkód – Pijany kocur
Nie tylko nogi tu trzeba mieć mocne

Kolega do mnie:

„Oddaje Ci pierwsze miejsce, młodszy jesteś”

na co ja:

„Nie mów tak!, jesteś lepszy na przeszkodach, silniejszy, walcz do końca!”,

za to on do mnie:

„zostały 2 przeszkody”

Ja:

„Dawaj dawaj!”

Lecz dalej trzymałem swoje tempo, dostałem wiatru w żagle. Sprawnie minąłem „Pijanego Kocura”. Czyli wejście po czymś w rodzaju drabinie, ale od spodu, czyli wisząc od dołu. W oddali widziałem już okolice mety, tu już dawałem z siebie maksimum. Nagle trasa zbiegła w lewo – centralnie w środek stawu! No to wspomnienia z Uniejowa powróciły, zimna woda na rozgrzane ciało bardzo szybko pozwoliła przypomnieć sobie trudy tras z Extermynatorów. Doświadczenie od razu wzięło górę, wysoko kolana, praca rękoma, zejście najbliżej brzegu tak jak pozwalała trasa i napieranie. Czysta woda w stawie to nie są zarośnięte błotniste bagna w Uniejowie. Szybko więc pokonałem tę przeszkodę. Następnie wybiegłem w stronę mety, gdzie została ostatnia drobna przeszkoda – Traktor, pod którym trzeba było się przeczołgać. Ostatnie metry pokonałem prawie marszem z wyciągniętymi rękoma w górze z gestem zwycięstwa.

Ostatnie metry!

Kolega Rafał przybiegł 14 sekund po mnie, trzeci zawodnik stracił już 9 minut. Jako jedyni złamaliśmy 1 godzinę.

Impreza przygotowana perfekcyjnie. Ja nie widziałem jakiś niedociągnięć Trasa oznaczona super, ani razu nie miałem wątpliwości gdzie biec – Poza kukurydzą :), po zawodach pełen wachlarz owoców i ciast, kiełbaski, ognisko, prysznice. Dekoracja sprawnie bez czekania na nie wiadomo co. Ogólnie polecam i na pewno zawitam w Mykanowie za rok 🙂

Dekoracja Zapaleńców 🙂

Wyniki

@Foto Fanpage Cross Zapaleńców

Share This:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Inline
Inline