Cisza na blogu przełamana: stan liczników, plany i cel główny

Cisza na blogu przełamana: stan liczników, plany i cel główny

Po bardzo długiej ciszy na blogu czas na krótkie podsumowanie tego, gdzie obecnie jestem – zarówno jeśli chodzi o przeszłość, jak i plany na niedaleką przyszłość. To nie będzie dokładne śledzenie treningów. Chciałem po prostu założyć sobie jakieś cele na kolejne tygodnie, a w trakcie lub po ich upływie zweryfikować, czy udało się je osiągnąć.

Nie ma jednego powodu, dlaczego wypadłem z rytmu pisania bloga. Na pewno jednym z głównych było to, że ponownie wszedłem w dwa równoległe projekty w pracy, przez co ilość czasu wolnego drastycznie spadła. Pisanie bloga jest po prostu czasochłonne, więc zeszło na dalszy plan.

Bardzo krótkie podsumowanie jesieni: kilka startów, raczej średnich. Nie byłem w super formie, nawet nie pamiętam wyników, więc to po prostu nie była dobra jesień – bez jakichś dużych efektów.

Zima i wiosna – w zasadzie ruszałem się tylko po to, żeby złapać jakąkolwiek aktywność. Przytyłem do ponad 80 kilo, ale to mnie zmotywowało, żeby zacząć biegać od nowa i zrzucić tę wagę.

Zaraz nakreślę, kiedy na serio zacząłem myśleć o bieganiu, o treningach i jakie mam obecnie plany.

Styczeń i luty to tak naprawdę bieganie tylko w weekendy. Ledwo łamałem 20 minut na piątkę. Trochę mocniej zebrałem się w marcu i w kwietniu, żeby spróbować biegać mocniej, ale i tak ledwo schodziłem poniżej 19 minut. To nadal było przy minimalnej objętości – biegałem raptem 20–30 km w tygodniu. W kwietniu wystartowałem w Leśnej Triadzie Biegowej, gdzie nabiegałem 18:30 i to był jeden z lepszych wyników.

Później jednak wpadłem w bardzo długą dziurę treningową. W całym maju przebiegłem chyba ze 30 kilometrów. Miałem wtedy operację przegrody nosowej, co też wymusiło przerwę.

Za treningi na serio wziąłem się dopiero w połowie lipca, podczas krótkiego urlopu. Przebiegłem wtedy pierwsze dłuższe dystanse: 10, 15 i 18 km. Z kolei 25 lipca wystartowałem w biegu na 22 km (Tatra Sky Marathon w Kościelisku). To był fajny, dłuższy wysiłek. Bardzo sponiewierał mi nogi, ale od tamtej pory zacząłem się ruszać naprawdę aktywnie.

W sierpniu treningów było już zdecydowanie więcej. Wziąłem się też za dietę i waga zaczęła spadać. Aktualnie ważę 76 kg, a chciałbym dojść do bezpiecznych 75, może 74 kg. Czuję, że już teraz biega mi się znacznie łatwiej. Nie ma tej walki z kilkoma dodatkowymi kilogramami, więc czuję się świetnie, a to przekłada się na wyniki treningów i zawodów.

Jakie mam plany?

Jestem zapisany na mnóstwo zawodów, które tak naprawdę dopiero teraz zaczną się odbywać. Do tej pory biegałem głównie w parkrunach na Polu Mokotowskim. Przez bardzo długi czas praktycznie ani razu nie zająłem pierwszego miejsca, mimo nienajgorszych wyników – udało mi się wygrać dopiero niedawno, po raz pierwszy od marca. Nawet z czasem 18:10 tydzień temu byłem drugi. To w dużej mierze kwestia tego, jacy zawodnicy przyjeżdżają na bieg; dobre przygotowanie nie zawsze gwarantuje zwycięstwo. Ale dalej walczę tam o kolejne wygrane. Sporo tego nie zostało, bo teraz priorytet przejmą inne zawody.

Jaki jest główny cel, który zaświtał mi w głowie? Spełnienie jednego z marzeń, czyli Bieg Granią Tatr. Kolejna edycja odbędzie się w 2027 roku.

FB SkyMaraton

Teraz zaczynają się schody. Aby zapisać się na ten bieg, trzeba ukończyć starty kwalifikacyjne – to daje organizatorom pewność, że zawodnik poradzi sobie na trasie. A to gigantyczny dystans: ponad 70 kilometrów i 5000 metrów przewyższenia.

Do kwalifikacji potrzebne są minimum trzy ukończone biegi wyceniane na 3 punkty ITRA. To dystanse rzędu 50–60 kilometrów, z przewyższeniem powyżej 2000 metrów. Muszę ukończyć trzy takie biegi przed lutym, żeby w ogóle móc się zapisać na losowanie na Grań Tatr. To jest mój priorytet na najbliższe trzy miesiące, a w międzyczasie chcę zrealizować kilka mniejszych celów.

Kiedy odbywają się te biegi? Pierwszy to Baran Race – 3 października. 60 kilometrów dystansu, 2500 metrów przewyższenia. To najdłuższy dystans i największe przewyższenie, z jakim kiedykolwiek w życiu się mierzyłem. Pewnie dostanę po głowie z dwóch stron, ale celem jest po prostu dotarcie do mety. To wysiłek, który potrafi mocno sponiewierać – szacuję, że zajmie mi około 7 godzin albo więcej, więc muszę być na to gotowy.

Kolejny taki bieg mam na koniec października, a następny na początku grudnia. Może napiszę o nich więcej wkrótce, ale ogólnie rzecz biorąc, czekają mnie trzy potężne wyzwania.

Z celów pobocznych i przygotowawczych pod te duże starty: mam już za sobą jedną płaską trzydziestkę, na której zresztą bardzo cierpiałem na ostatnich kilometrach. Zrobiłem też długi, trzygodzinny trening na Górze Kamieńsk (wbieganie i zbieganie). Mięśniowo nie padłem jakoś mocno i nogi zbytnio nie bolały, ale energetycznie odcięło mnie kompletnie.

Wnioski? Muszę być gotowy na długi czas pracy. O ile na Kamieńsku przez pierwszą godzinę sprawnie wbiegałem i zbiegałem, w drugiej od połowy już podchodziłem, a w trzeciej wchodziłem praktycznie całość. Widać spadek formy na zmęczeniu. W planach mam jeszcze jeden taki trening, tym razem czterogodzinny. Chcę wpleść w to więcej biegania, bo na ostatnich trzech godzinach na Kamieńsku zrobiłem raptem 20 km. Przewyższenia udało się za to złapać aż 1500 metrów, więc liczę, że kolejny taki trening dobrze przygotuje mnie pod góry.

Przechodząc do innych startów: Jestem właśnie dzień przed biegiem w Tomaszowie Mazowieckim (10 km). Obecnie piątkę biegam w okolicach 18:30. Tydzień temu zrobiłem 18:10, a dzisiaj pobiegłem 18:45, choć nie na maksa. Plan na jutrzejszy Tomaszów jest taki, by pierwszą piątkę pokonać poniżej 19:00, a drugą powtórzyć w tym samym czasie, żeby na mecie zobaczyć 37 minut z haczykiem. Nie wiem, na ile mi się to uda, ale cel jest jasny.

Tydzień po Tomaszowie startuję w Leśnej Triadzie Biegowej. To mój główny cel szybkościowy – chciałbym tam faktycznie rozmienić 18 minut na piątkę, bo trasa w Lesie Młocińskim jest naprawdę szybka. Walczę tam o podium w kategorii Open całego cyklu.

Kolejny tydzień będzie nieco luźniejszy, ale żeby zmieścić przygotowania pod góry, to po Triadzie czeka mnie ten zaplanowany, czterogodzinny trening na Kamieńsku.

Kolejny start to Półmaraton Łódź 19 września. Chciałbym go pobiec trochę z marszu treningowego, ale docelowo utrzymać wynik z Tomaszowa x2 – czyli polecieć pierwszą dychę w 38 minut i drugą również w 38. Zobaczymy, czy to w ogóle możliwe bez specjalistycznego treningu. Niestety, dodatkową przeszkodą będzie odbywający się tego samego dnia rano 5-kilometrowy bieg przeszkodowy na Mokotowie (Cross Forteczny). Być może przez to Łódź spadnie na niższy priorytet i pobiegnę tam po prostu tempem 4:00/km na zaliczenie. Okaże się w zależności od tego, jak bardzo rano dostanę w kość na przeszkodach.

26 września to 5 km w Gdańsku. Chciałbym tam pobiec bardzo szybko i złamać 18 minut. Do tego czasu powinienem być już zregenerowany po długim treningu z 12 września. Następnego dnia rzucę tylko jakieś luźne 20 km rozbiegania. To będą ostatnie akcenty przed Baran Race (3 października).

Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze coś napisać, ale na ten moment to wszystko. Takie są plany i aktualny stan. Czuję się dobrze, waga spada, więc zobaczymy, co z tego wyjdzie. Warto składać deklaracje, dlatego zapisuję w kalendarzu, by nowy wpis opublikować między 19 a 26 września – żeby podsumować zawody i ocenić formę przed Baran Race.

Baran Race planuję po prostu ukończyć, ale jeśli forma dopisze, zaryzykuję. Nic się nie stanie, jak pod koniec opadnę z sił i przejdę do marszu, ale może uda się to mocno przebiec i powalczyć z innymi.

Ten wpis powstaje w formie eksperymentu, bo w całości go dyktuję. Tekst przejdzie przez drobne korekty AI, więc sam jestem ciekaw, co z tego finalnie wyjdzie.

Dajcie znać, co o tym myślicie. Chętnie dowiem się, czy to ma sens, czy może lepiej zamknąć tę blogową inicjatywę i przestać pisać. Czekam na wasz odzew :).

Dodaj komentarz