09.06.2025 – 15.06.2025 – Weryfikacja
Poniedziałek 09.06.2025
Rano mecz z Andrzejem — badminton (ponownie przegrany 2:3). Te mecze są dość wymagające, dlatego tego dnia wolne od biegania.
Wtorek 10.06.2025
Pierwszy z miniakcentów w tym tygodniu, zgodnie z radą Chata. Na trening wyszedłem dość późno (po godz. 22). Główne zadanie — 3 km po 3:40–3:45. Realizacja — super, duży zapas i chęć na więcej. Z dobiegiem i powrotem: 8,5 km całość.
Środa 11.06.2025
Tylko 20 minut rozbiegania rano — wiedziałem, że wieczorem nie będę miał kiedy. Tylko 20 minut, bo zebrałem się za późno. Z innych ważnych rzeczy — tego dnia świadomie odpuściłem trening badmintona, aby mieć zapas sił na kolejne dni.
Czwartek 12.06.2025
Drugi miniakcent — 4×400 m biegane po 3:20 (aby rozruszać nogi, nie zmęczyć się, ale też pokręcić na prędkościach wyższych niż startowa). Tutaj muszę przyznać, że jednak biegło się ciężko — nie było zapasu.

Piątek 13.06.2025
Wolne.
Sobota 14.06.2025
Dzień startu w drugim biegu Leśnej Triady Biegowej — już zaplanowana ostatnia seria. Wiedziałem, patrząc na czasy poprzednich serii, że walka o podium będzie się toczyła w mojej grupie. Nie czułem się superluźno — teraz, z perspektywy czasu, mogę ocenić, że chyba przesadziłem z jedzeniem pieczywa dzień wcześniej.
Cele były dwa: średnie tempo z biegu 3:30 lub minimum podium.

Po starcie Maciej Stachowiak pobiegł swoje — w okolicach 3:20 na kilometr, natomiast ja biegłem z Piotrem Kleczewskim. Tempo było w okolicach 3:30, więc można powiedzieć, że wszystko idealnie. Natomiast idealnie nie było — Piotrek po około 2 kilometrach przyspieszył, a ja wiedziałem, że tego nie utrzymam. Nawet na wykresie tętna widać, że już po niespełna 8 minutach biegu ocierałem się o okolice swojego aktualnego maksymalnego tętna (185 bpm), i nie dałbym rady utrzymać go przez drugie tyle.

Dotrzymałem tempa 3:30 do 3. kilometra, a dalej przeszedłem w tryb przetrwania. Starałem się nie zwalniać za mocno, ale Piotr sukcesywnie uciekał. Średnia z całości wyszła 3:33 — tragedii nie było, ale jednak liczyłem na solidniejszy wynik. Trzecie miejsce było dość bezpieczne, ale strata pół minuty do drugiego okazała się nie do odrobienia.

W mojej ocenie te ostatnie dwa tygodnie przed biegiem mogły być lepiej przeprowadzone — tak, aby wejść w zawody z mocniejszego treningu. Zabrakło też solidniejszego przetarcia na kilka dni przed, zamiast takich delikatnych „wypuszczeń”.

Niedziela 15.06.2025
Korzystając z nie do końca udanego wyostrzenia przed startem, postanowiłem wystartować kolejnego dnia w innym biegu w okolicy — Bieg Józefosławia i Julianowa. Nie wiedziałem, że trasa tego biegu również przebiega przez Las Kabacki, więc w efekcie końcowym kawałek trasy z soboty biegłem w niedzielę… tylko w drugą stronę 🙂

Cel na ten bieg: jeżeli towarzystwo pozwoli — walka o tempo 3:30; jeśli nie, to po prostu walka o jak najlepsze miejsce. Było bardzo ciepło, ale z racji tego, że większość trasy prowadziła przez las, pobiegłem bez czapki z daszkiem. Gdyby trasa była w 100% w słońcu, na pewno bym ją założył.

Na rozgrzewce i starcie zupełnie nie rozpoznawałem żadnego znanego mi mocnego biegacza, choć wiele osób sprawiało takie wrażenie. Gdy ja rozgrzewałem się w tempie ponad 6:00 (nie czułem się na tyle silny, by biec szybciej, ale też nie widziałem potrzeby, żeby biegać rozgrzewkę np. po 5:00), wielu biegaczy mijało mnie w zdecydowanie szybszym tempie. Przed startem kilku zawodników robiło przebieżki tak szybkie, że sprawiali wrażenie, jakby mieli zamiar pobiec 5 km w 15 minut.
Podobnie na samym starcie — ubiór, buty i postawa kilku zawodników sugerowały, że będą walczyć o pierwsze miejsca. Wyglądali bardzo profesjonalnie.

Po starcie do przodu ruszyła spora grupa zawodników — o dziwo nie tych, których się spodziewałem. To byli tzw. „lokalni”, czyli ubrani w koszulki biegu, którzy albo nie znali swoich możliwości, albo specjalnie chcieli pokazać się z przodu.
Po około 400 metrach biegłem już jako trzeci zawodnik. W tempie około 3:30 tworzyliśmy kilkuosobową grupę. Po około kilometrze skupiłem się na liderze, który biegł nieco z przodu — dosłownie 3–4 metry. Oderwałem się od reszty i dołączyłem do niego. Oddychał ciężko, a mi biegło się rewelacyjnie. To był ten bieg, kiedy czujesz, że możesz przyspieszyć, ale tego nie robisz. Tętno też na początku wskazywało, że mam zapas — wszystko wskazywało na to, że bieg będzie dobry.
Około 2,5 kilometra podjąłem decyzję, że biegnę swoje — było na tyle dobrze, że mogłem. Prowadzący bieg rowerzysta jechał blisko i równo, co dawało fajne wrażenie, jakby to on nadawał tempo. Wrzuciłem wyższy bieg, oderwałem się od drugiego zawodnika i wyszedłem na prowadzenie.
Liczyłem na to, że od wybiegu z lasu do mety będzie 1 km. Jednak niespodzianka — mam na liczniku 4 km, a ja wciąż gdzieś głęboko w lesie. Dopiero po 4,5 km wybiegliśmy na otwartą przestrzeń i niestety — w tych okolicach wszystkie kontrolki zaczęły mi się palić na czerwono. Wiedziałem, że tym tempem daleko już nie zajadę.
Spoglądam za siebie — drugi zawodnik nie odpuścił i zaczyna mnie doganiać. Próbuję ostatkiem sił wywrzeć na nim wrażenie, że mam jeszcze zapas i dociskam tempo. Na wykresie tętna dobrze to widać — zbliżam się do 190. A drugi nadal coraz bliżej.

Wiedziałem już, że nie dowiozę tego tempa do mety — ugotuję się. Musiałem delikatnie zwolnić. Drugi zawodnik właśnie wtedy mnie dogonił — i nie miałem z czego odpowiedzieć. W głowie już to przegrałem. Nie próbowałem walczyć dalej, choć może bym mógł.
Gorsza postawa, ale nie ma co czarować — ciało i głowa postawiły mnie pod ścianą i powiedziały: „wynik dobry, miejsce dobre, nie walczymy dalej”.
Dobiegłem do mety w tempie 3:30 według Stravy (na dystansie 5,4 km) i zająłem drugie miejsce. Ostatnie 1,5 km biegłem grubo poniżej 3:30.

Z tego biegu byłem o wiele bardziej zadowolony niż z dnia wcześniejszego. Na plus to na pewno lepsza rozgrzewka + zmiana diety, gdzie zupełnie wyeliminowałem pieczywo. Na minus, to mogłem biec z drugim dłużej i zaatakować na kilometr przed metą, tutaj spora lekcja do wyciągnięcia.

Podsumowanie
Jaką formę biegową mogłem przygotować — taką przygotowałem. Ocierałem się o cele czasowe, miejsca były w porządku.
We wrześniu, w ostatnim etapie Triady, muszę tylko ukończyć bieg szybciej niż czwarty zawodnik, który biega w okolicach 19 minut, aby utrzymać podium w całym cyklu. Natomiast moim celem będzie powalczyć o podium także w tym etapie, więc z formą też będę tam celował.
Najbliższe tygodnie to skupienie się na poprawie prędkości na 1 km i 3 km — będzie więcej stadionu i szybszego biegania.
Zanim zacznę myśleć o łamaniu 17 minut na 5 km, muszę najpierw „rozmienić” 10 minut na 3 km.
W kolejną sobotę mam start na 2,5 km w biegu Kusocińskiego na AWF, gdzie celem będzie pokonanie 2 km po drodze w czasie poniżej 6:40 min.